+Xięga Gości+

Dopisz się
Zajrzyj


+Archiwum+

2006
wrzesień
lipiec
maj
marzec
luty
2005
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
,,Wiatr wieje w strone minionych dni, chwil, które były najważniejsze..."


+LINKI+

..::Szalenstwo::..
LastFM
digart
photoblog
FOTY
Grono
Mr. BoomBa

..::MUZYKA::..
Coma
Bjork
Radiohead
Coldplay
A Perfect Circle
Dżem
HIM
Stone Temple Pilots
Guano Apes
Nirvana
Dead Can Dance
System Of A Down
Creed
Metallica
Alter Bridge

..:: BLOG ::..
Stary-gramofon
Blog Stuff
Michelle
Linkup

..:: BZIDALE ::..
Zuzka
Mary






music by dogma

from GRAMOFON



Znalezione myśli. | 16.09.06
Tak. Nie moja to wypowiedź. Znalazłam, przeczytałam, trafiło, ciut uświadomiło... moze nawet pomogło.

***
14.09.06 23:30:53 floyd
Uświadomiłem sobie właśnie, na czym polega problem romantyków w kontaktach damsko - męskich... Miłość od pierwszego albo prawie pierwszego wejrzenia i wiesz jak wiele mógłbyś dla tej dziewczyny poświęcić, ile mógłbyś jej dać wspaniałych chwil. Od razu. A największy problem polega na tym, że trzeba przejść standardową drogę, aby mogła Cię poznać i zdobyć zaufanie, godziny, gdy nie możesz się zbliżyć, by jej nie spłoszyć. To jest gra i udręka konieczna. W podświadomości masz pretensje, że nie docenia tego, jakim darzysz ją uczuciem. Ona zazwyczaj nie rozumie tego, że można wszystko wyznać w jednej chwili i jest to prawdą a nie tandetnym podrywem. W dupce, jakie to przykre...

Tak to niestety działa cały ten współczesny mechanizm, po prostu słowo miłość straciło taka moc, jaka miało kiedyś... Teraz często jest to tylko puste słowo mówione bardziej z przyzwyczajenia, niż z silnych emocji, jakimi darzysz druga osobę... Za to właśnie nie lubię czasów naszego pokolenia, są zbyt proste, płytkie, oparte tylko na materializmie, tutaj nie ma już miejsca na piękno, emocje i wrażliwość, teraz liczy się tylko rozsadek...
I dlatego ciężko jest takim, jak my, bo my nie potrafimy... Nie chcemy się zmienić... To by było porównywalne (przynajmniej dla mnie) z samobójstwem! I dlatego buntuje się, walczę z tym, ale to jest walka z wiatrakami, dlatego tak często jest mi smutno... Rzeczywistości nie zmienisz, możesz tylko bezradnie patrzeć.

15.09.06 12:21:53 zagubiona_droga
A mnie miłość zawsze wydawała się wręcz metafizyczna. Nie tylko jakieś zwykłe uczucie, które zwykle przeżywaliśmy już od zarania dziejów. Miłość była (a może jest?) czymś, czego ciągle się uczymy. Czymś ponad.
Gdy byłam młodsza, myślałam, że miłość to bliższe spotkanie między chłopakiem a dziewczyną. Jeśli się kogoś miłuje, to także całuje i przytula. Czasem wspiera. Potem jak już są ze sobą długo biorą ślub i żyją szczęśliwie.
Teraz miłość dla mnie jest czymś więcej niż tylko uczuciem. To nadzwyczajne metafizyczne połączenie dwóch osób. Teraz nawet jestem w stanie zaakceptować miłość między homoseksualistami - dawniej nie.

Kiedyś spytałam kolegę z sieci "czym jest dla Ciebie miłość?" Wiesz co mi odpowiedział? Że jest bólem. Bo jeśli jest odwzajemniona, to czasem stwarzane są sytuacje, które bolą (np. zazdrość). A jeśli nieodwzajemniona to ból wychodzi samoistnie.
W pierwszej chwili chciałam się z nim zgodzić. Rzeczywiście tak jest. Bo ileż to razy cierpieliśmy za kogoś? Oddawaliśmy swoje krzesło, by nasza ukochana osoba mogła usiąść?
Jednak po głębszym zastanowieniu miłość nie jest bólem. To człowiek sprawia, że ona boli. To wszystko człowiek, jego zachowania, odczucia. To przez człowieka drugi człowiek cierpi. Nie przez miłość.

Hmm.. miłość to owoc, który jeśli jest niedojrzały to nie smakuje. A jeśli przejrzały jego smak raczej nie jest do przyjęcia.
Być może tak też było z Twoją miłością z przeszłości? Może była niedojrzała bądź nazbyt dojrzała? Może tak naprawdę Ty nie rozumiałeś jej, a ona Ciebie? Może to co was łączyło, to tylko przyzwyczajenie?

Miłość sama wie kiedy ma przyjść. Wie. Nie trzeba potrząsać drzewa, by jabłka spadły. Nie trzeba przekopywać działki w ich poszukiwaniu. Gdy będziesz szedł, jabłka Twojej miłości, Twoja miłość sama wpadnie do koszyka. A wtedy będziesz mógł delektować się pysznym smakiem soczystych owoców.
Wiesz? Większość ludzi pragnie miłości, dlatego gdy już znajdzie coś na swojej drodze, bierze i próbuje. Czasem jest to szyszka, czasem inne dziwactwo.
Miłość dobrze wie, kiedy przyjdzie. Nie trzeba jej poganiać.
Ja czekam. A może już nie?


"Miłość jest jak cień człowieka
gdy go gonisz ucieka
gdy uciekasz - goni"
***


fight-for-metal 2006-09-16 12:02:04
skomentuj (7)
jakoś tak... | 5.09.06
... jak coś na prąd. czerpię. czerpak? wtyczka. wysysacz energii. z małym pośrodku supełkiem. malejącą pętelką. przy porywach. jak szubienica. impuls. niewidzialne tknięcie. kop w neuron. do celu. działanie musi mieć cel. działa?nie. nie działa. jeszcze pusz de baton. klik. kliku. razy kilka. kilkukrotnie bez odzewu.

stoję w kącie pod pajęczyną. przed i obok też. ze złamaną nóżką. klapniętym uszkiem. wzrokiem zamglonym. oddechem zasuszonym. nie czujesz pulsu? racja. wtyczka nie ruszona od lat wielu. z tętniczym kablem. z zakrzepami. bez śladu bytowania. współczucie zamień na ciekawość. wtedy odpowiem jak. i dlaczego.

ściany nie mają gniazd. widzisz? żaden obwąchany cal tynku. brak żródła. istnienie potrzebuje. potrzeba istnienia. kontynuacja narodzenia. bez karmiącej piersi?

są podkarmiacze. nieśmiało wychylają plastikowe główki. przedłużacze. lecz co przedłużają? czołagając się zapraszają. ogonem oplątają. bezinteresownie zachęcają. wypluj kurz. trwaj. żyj. czuj uporządkowany ruch cząsteczek.

więc wychodzę.

mechaniczny uśmiech. zaprogramowany gest. zamontowane spojrzenie. metaliczne dzień dobry. pamięć wyczyszczona. odświeżona. podmieniona.

trwaj! żyj! czuj!


spięcie.

fight-for-metal 2006-09-05 15:46:04
skomentuj (1)
Niech sie stanie... :P / 27.07 Czwartek
Nie wiem czy to sprawa mojego stawania sie coraz doroślejszą osobą, a może uleciał już ze mnie cały wstyd... Tak czy siak, postanowiłam sie przełamać i wystawić na światło dzienne moje wiersze. Taa... widze wasze rozdziawione buźki... 'To ona pisze? Nie wyrobie!" :P Otóż świat ten jest dziwny, jak ogólnie wiadomo, to i ja swoje odpały mam, a co :P Coprawda sporo ich nie ma. Wiersze powstawały bardzo często pod wpływem silnych emocji, gdy po prostu musiałam sie ich troche pozbyć. Tak wiecie, żeby było lżej... Dlatego miałam opory. Bo to jakaś część mnie. Przewazyło jednak to, ze własnie te najintymniejsze, są 'przestarzałe'. Było minęło. Cisza po burzy.
Zastanawiałam się tylko czy wciskać je pokolei od najstarszego, czy może tylko te nowsze... Stwierdziłam ze jak już, to już, więc wsadze wszystkie hurtem. Chronologicznie rzecz jasna.
Dobra, dość tej bezładnej paplaniny, czas wzlecieć na poetyckie wyżyny.
(hehe, a to dobre :P)

2004


.Oda do namiętności.
O, wrząca krwi zachłannej duszy!
Zlituj sie nad ciałami Ciebie pragnącymi.
Nim spazm przerażenia okrąży je zawistnie,
nie pozostawiając nadzieji na prawdziwe uczucie...

.Zdrada.
Niemoc otacza mą duszę.
Niemoc, która nie pozwala dalej wierzyć.
Rozkoszne miłowanie umknęło bezpowrotnie
Nie odnajdziesz go ponownie...
Kłamstwa, upokorzenie, wszechobecny fałsz-
Pomioty sztana...
Kochasz- nie jetes kochany.
Wierzysz- po co wierzyć w nic.
Myślisz- jestes w błędzie.
Podobno nadzieja matką głupich.
Straciłam nadzieję...

.Pozory.
dwa światy
różne myśli, natura, poglądy
żywioły
dwa cudy- ognia i wody
przekleństwo
przeciwności los im nie szczędzi
lecz cóż...
nawet to ich miłości nie zmęci
ona-
woda czysta, spokojna i rześka
on- ogień
tylko zapał, pragnienie...a jednak
to woda
ognia żar tylko zdoła ostudzić
a wzamian
ognień w wodzie ciepło obudzi.
ta jedność
co pozornie ma być niespełnioną
juz zawsze
wszystkich par pozostanie ozdobą.

2005


.Tęsknota.
po oknach spływają krople co bolą
na twarzy słone strugi żałości
nie dziwię się tym, co zapomnieć wolą
piękne chwile straconej miłości
nic do uśmiechu już mnie nie zmusi
uczucie grzęźnie w sercu i dusi
a każda sekunda tak krótka z pozoru
kaleczy wartości, pogłębia ból
nie dajesz mi już żadnego wyboru
więc nie każ mi czekać i do serca tul...

.Układ pół-pełny.
nie sądzę, żeby to był zbieg okoliczności.
to zbyt mocno itnieje.
nie zaprzeczam tej dziwnej rzeczywistości.
za bardzo mi pasuje.
ten układ niepełny, nie jest taki zły.
choć lekko nieświadomy.
czy ten kot uśpiony wyszczerzy kiedyś kły?
sen to niespełniony.

2006


.untitled.
Sprawiasz, że trwa to, co było.
Co wzbierało w nas zanim Słońce ożyło.
Tamte łagodne oczy wciąż w moje skierowane,
Ciało me Tobie, a Twoje mi oddane.
Zmysły tamtą chwila na nowo ożywają,
Lecz ból tak ogromny zarazem sprawiają...
Bo choć nie znikną z mej głowy piękne momenty,
Tamten czas na zawsze pozostanie przeklęty...

.Migdały.
chodząc, nie panuje nad stawianymi krokami.
głowa miast chodzeniem zajęta snuciem.
snuciem penetrującym, badającym, przewidujacym.
bezwartosciowym.
uwidacznia sie glebia mysli,
gdy marsz traci rytm.
cień uśmiechu z łzą przeplecony.
nadzieja goni wątpliwość.
bitwa umysłu.
z finałem ze stopą zawieszona nad przepaścią.
w tył zwrot.
myślenie zabija.

.Sucha świeżość.
ususzony bialy kwiatek
polny
w ksiazce na stronie z litera M
przekazany w usmiechu
z usmiechem odebrany
przesiakniety przeszloscia
splaszczony z zalu
natretnie wola o pamiec
skutecznie...

.Cisza przerywana.
tak, żeby nikt nie widział
czmychnąć przed szelestami
tak, żeby nie odkrył
gdzie uciekam, by nie trwożyć głowy
przykucam między szafą a firanką
topię się w czerwonej herbacie
ucieka słońce
pomacham mu rzęsą
ostudzę łzą na dobranoc
by w zamian w firance mnie schowało
a ono znika niewdzięczne
szelesty i trwogi kończą herbatę
następnym razem zrobię jej więcej...

.Portret kłamcy.
oczy
tryskają ciekawością
tną swą bezczelnością
policzek
czeka z mdłym rumieńcem
byś słowa przyjął w męce
ucho
uchwyci prawdy podmuch
by ucichł jej walki duch
dłonie
drżą za plecami schowane
w pośpiechu złowrogim splątane
usta
jadem oblepione
zabić szczęście twe gotowe

poczęstuje kłamstwem
nieprawdą nakarmi
łatwowierność mu lekarstwem
niedowiarków nie omami.


żegnam.
fight-for-metal 2006-07-27 19:26:28
skomentuj (5)
...Wiosna, zielony miesiąc maj...:P//20.05-sobota
Uła, to mi się zebrało teraz :) Dołowanie jakoś tak mi samoistnie przeszło, to dla odmiany napiszę coś pozytywnego. Wreszcie :P A raczej przywołam tylko to co ciekawsze z mojej nienajdalszej przeszłości.
Otóż Psze Państwa, wzloty i upadki od dnia 4.02 do 20.05, czyli dziś :P

4.02- 18-stka Klucza. Nie było nas tam wiele, ale jak na spotkania u tegoż pana przystało, zabawa przednia :) A bo i lanie pasem było, pogrywanie, pośpiewywanie i zdrowie solenizanta obowiązkowo trzeba było wypić (zwłaszcza z wujasem :P), a po tym wszystkim masaże przeróżniste :P No i mamy dorosłego Klucza.

9.02- Ferie były dobrym pretekstem, żeby po długich namowach Czarnego w końcu go odwiedzić. A że Stefcio schorowana, to sie wybrałam z Rodzyną. Tu z kolei powspominaliśmy powyższą 18-stkę oglądając zdjęcia i filmy. A i zarejestrowane zakończenie zeszłego roku się znalazło, także śmiechu było co nie miara :) Poza tym istna feta dla uszu- bez grania by się nie obyło ;)

14.02- Tak zwane Walentyki. Nielubiane i nieobchodzone zresztą przeze mnie. Toż to ‘święto zakochanych”- mówią. Czyli nie moje. Ale kartkę od Wiernego Sługi miło było dostać ;) A i tulipanek od Mary :*

24.02- Teatr. O ile dobrze pamiętam sztuka pt.,,Kwadrat.6”. Trudno powiedzieć czy była dobra... Uczucia mam mieszane. Jedno jest pewne- czysta abstrakcja ;)

3.03- NMF, tym razem nie w Przyczepie (a ha!), tylko u mnie samej. Grono bardzo ścisłe: Stefcio, Rodzyna, Kubuś, Czarny. Po dość mozolnym przebrnięciu przez „40-letniego prawiczka” była uwielbiona przeze mnie niesłychanie „Królowa potępionych”. Ale wychodzę z założenia, że to nie była dobra noc na oglądanie filmów, bo przy końcu „Królowej...”, gdy zasypiając o mało co nie gwizdnęłam głową w ziemię, skumałam się że Stefcio smacznie śpi w mojej pościeli, a reszta przysypia. Gdy Kubuś już nas opuścił, to jeszcze chwila zachwytu nad koncertem G3 (zachwytu mojego i Michała, bo dziewuchy poległy już na dobre...) no i też się poddaliśmy ... Chociaż w pewnym momencie mój towarzysz materaca, poczuł silną potrzebę grania na gitarze, no i nici ze spania :P Gitary nie posiadam, ale zawsze można podyskutować :) A tak w ogóle, to mnie jakiś tajemniczy wampir co chwile z w nocy atakował... Dziwna sprawa... :P

9.03- Achtung, achtung!!! Frytki dla wszystkich! Jadzia wkracza do grona 17-stolatków! :) I z tej oto okazji biegałam z Mary po Brodwinie w celu kupienia jej czegoś obciachowego. No, ale że nie było czekolady „Ale okazja”, to zdecydowałyśmy się Jadwigę rozpić burżujskim Karmi ‘JakimśtamEgzotycznym’. Przemycenie przez progi szkoły zakończone pomyślenie, tylko sama Jadzia sie kitrać z nim później musiała ;)

17.03- impreza pod znakiem 18-stki szanownego Keslina w Bulaju. Co tu dużo gadać- jak zwykle się dobrze bawiłam ;) Wszystko by było cacy, gdyby jednak puszczono to „Highway to hell” ;)

27.03- Kolejne doświadczenie kulturalne, mianowicie wystawa obrazów Beksińskiego w Pałacu Opatów. Nie zawsze można się było dopatrzyć piękna w jego dziełach, ale trzeba przyznać, że człowiek miał NIEZWYKŁĄ wyobraźnię...

2.04- Po pierwsze dzień wielkiej zadumy ze względu na 1 rocznicę śmierci Jana Pawła II, a po drugie data wyjazdu na wycieczkę klasową do Krakowa ( z bonusem w postaci klasy Ic). Dużo jest niejasności, zgrzytów i ‘kwasów’ (:P) z nią związanych, ale nie będę o tym pisała. Nie warto. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, ze była to pierwsza wycieczka mojej klasy. I zgodnie wspólnie stwierdziliśmy, że tego właśnie brakowało na samym początku... Świetnie spędzony czas ze znajomymi :) Świadczą o tym liczne filmiki i zdjęcia (kilka także w linku na tym blogu). I „Piwnicę Pod Baranami” w końcu odwiedziłam!! To koniecznie trzeba powtórzyć...

13-14.04- Wolne ze względów ‘przedwielkanocnych’. Mówiąc szczerze, nie pamiętam nawet co wtedy robiłam :P

16.04- Wielkanoc. Podobna do tej sprzed roku i wcześniejszych...Ale! Wieczorem w gronie ‘dojrzałych’ witamy Seksusia ;) Tradycyjnie- śśświetna impreza :) Tak sie składa, że na kiepską jeszcze nie trafiłam :P

17.04- Śmigus dyngus... Niby wiem, że to tradycja itd., ale tego dnia jestem zawsze ogromniastym kłębkiem nerwów. Szczególnie jak moi bracia robią mi psikusy w stylu ‘łap balona’...z wodą... W moim pokoju rzecz jasna... :/

21.04- No, proszę ja was: kurs sanitarny zaliczony :P W sumie nie wiem czy mi się on kiedykolwiek przyda, a co się nasiedziałam, to się nasiedziałam... Może te parę godzin nie byłyby takie ciężkie, gdyby Pan Prowadzący mówił trochę szybciej niż sylabujący pięciolatek i nie uciszał non stop Campera, ‘dziewcząt pokazujących rzuchwy’ i innych przeszkadzajek...

26.04- Namiastka przyszłorocznych egzaminów, czyli próbna oral matura z polskiego. Zakończona sukcesem. Dużym ;)

1-7.05- Jedna, wielka laba...Rower na zmianę z leniuchowaniem na słonku. Szczególnie na rowery się porwałam 3-ego z Agusią i Rodzyna, i cały dzień zwiedzałyśmy jakieś nieznane nam bliżej dziury. Później dołączyli Klucz, Mati i Stefan...bez roweru, wiec wykorzystywała podstępnie ramy chłopaków, albo co gorsza przywłaszczała sobie czyjś rower :P A niech se biegają, co tam :P Na uwieńczenie tygodnia (6.05), był jeden z tych wielkich dni, kiedy to Rodzyna organizuje imprezę :D Miał być styl lat 70’ i 80’, a wyszedł jakiś bliżej nieokreślony misz-masz ;) Tym było ciekawiej! Rodzynowe Party mają to do siebie, że są najlepsiejsze pod słońcem, tym razem nie było inaczej ;) Co najbardziej zapadło w pamięci: różowa skóra z węża :), różowy Stefan :)), Wielka Improwizacja Indora (albo Oda do Klucza- jak kto woli :P), szaleństwo z Agusią na świeżym powietrzu (skutkiem czego jest moje wciąż trwające przeziębienie :P). Byłoby tego wszystkiego więcej, gdybym tak jak dawniej mogła zostać do rana, no ale nie tym razem... Nie pytajcie... :/

13.05- Jeden z takich dni, kiedy nie chcę żeby się skończył... Biorę Stefana, wchodzimy po Rodzynę, Klucz dołącza po drodze, skok na „Biedronkę” po prowiant i na małą posiadówę do Agusi. Po 21.00 bierzemy kocyk i frrru nad jezioro. Leżymy i gapimy się w niebo gadając o jakichś bzdurach, no i te nieodłączne już chyba śpiewy :P W drodze do domu co krok znajomi, którzy podobnie jak my chcą sie odciąć od codzienności... :)

19.05- Ewidentnie dzień to wielki!!! Premiera „Kodu da Vinci”...ah, oh ehh... Obym sie tylko filmem nie rozczarowała...

I tak oto dobrnęliśmy do końca... Jak widać żadnych rewolucji w moim żywocie ostatnio nie było. Gratuluję Tym, którzy przeczytali całość, a Tym, którym się to nie udało...no cóż, w sumie nie dziwię się :P
Dawno nie pozdrawiałam! Buziory mają (czy tego chcą, czy nie :P): Stefcio, Rodzyna, Aguś, Mary, Jadź, Betty, Michasia, Kaśka, Klucz, Czarny, Kubuś, Kuba, Mati, Piotruś, Bresiu, Paffcio, Seksuś. :*

Skomentujcie troszkę... :P



fight-for-metal 2006-05-20 15:56:34
skomentuj (9)
Rose...//7 marca-wtorek
ROSE

Don't disturb
The beast
The tempermental goat
The snail while he's feeding on
the Rose
Stay frozen, compromising
What I will
I am

Bend around
The wind silently
thrown about
Again I'm treading so
Soft and lightly
Compromising my will
I am

I am
I will
So no longer
Will I
Lay down
Play dead
Play your doe
in the headlights locked down
and terrified
Your deer in the headlights
shot down and horrified when
Push comes to pull comes to shove
Comes to step around this
Self-destructing dance that never
would've ended till I
Rose,
I roared aloud here
I will
I am.

I am
I will
So no longer
Will I
Lay down
Lay dead
Play this
Kneel down
Gun-shy Martyr
Pitiful
I rose, I roared
I will
I am


RÓŻA

Nie rozpraszaj bestii ,
kapryśnego kozła ,
ślimaka, kiedy pożywia się
różą ,
która wciąż z lodu jest .
Jest kompromisem między tym co chcę
a czym jestem .
Kręć sie, kręć ,
wiatr znów cicho dmucha
o tym, że kroczę lekko
szukając kompromisu
co rozświetli moją wolę .

Jestem .

Jestem. I bedę. Nigdy już. Więcej.
Czy ja? Upadam? Gram martwego?
Twoją łań?
W przednich światłach samochodu .
Postrzelony i sparaliżowany .
Twój jeleń .
W przednich światłach samochodu .
Schwytany i przerażony .

Gdy nacisk przeradza się w ciągnięcie.
Zaczyna wciągać i rozkręcać ten samobójczy taniec .
Który nigdy się nie zakończy .

Dopóki nie krzyknę :
"Różo, ja pragnę więc jestem!"

Jestem, będę, więc juz nigdy więcej nie ...
Upadne.
Zagram martwego.
Pobitego na ziemi.
Broń lśni.
Męczennik?
Żałosny.
Krzyczę:
"Pragnę więc jestem..."

****************************************

Z okazji przybitego humoru...

AVE...
fight-for-metal 2006-03-07 11:41:11
skomentuj (8)
The Hollow/Pustka
Już od jakiegoś czasu słucham kapeli A Perfect Circle, ale dopiero teraz dokladniej przyjrzalam sie ich tekstom. Skoro o tym pisze, to łatwo sie domysleć, ze zrobiły na mnie ogromne wrazenie.
Co wiecej...
Zamieszcze je tutaj ;>
Żeby było przejzyściej, to tak po kolei. Po jednej. Z tłumaczeniem...


The Hollow

run, desire, run this sexual being
run him like a blade to & through the heart
no conscience, one motive...
to cater to the hollow.
screaming feed me, fill me up again.
temporarily pacify this hungering.
so, grow, libido, throw dominoes of
indiscretions down.
falling all around in cycles/circles.
constantly consuming.
conquer and devour.
it's time to bring this fire down.
bridle all this indiscretion
long enough to edify and permanently fill this hollow.
feed me, fill me up again.
temporarily pacify this hungering.


Pustka

Pchnij pożądanie ,
Pchnij istnienie namiętności .
Pchnij jak ostrzem : w stronę i w głąb serca .
Bez sumienia .
Kierowany jedną pobudką : by zaspokoić pustkę .
Krzycząc karm mnie i wypełnij znów.
Tymczasowo uspokój to łaknienie .
Więc rośnij .
Chuć rozsypie domino niedyskrecji
spadające wszędzie : w cyklach, w kołach .
Nieustannie pochłaniając wszystko .

Nadszedł czas by zgasić płomień
Opanować brak dyskrecji
Odbudować w końcu siebie
I na stałe zapchać pustkę .
Karm mnie
Tutaj
Wypełnij znów
Tymczasowo uspokój to łaknienie.



Prawda, ze trafia? ;>

fight-for-metal 2006-02-26 12:50:58
skomentuj (7)
Czas na zmiany...// 4.02.06- sobota
Stwierdziłam, że będzie to ostatnia obszerna nota, w której opisuję jakieś przeszłe zdarzenia. M.in. z tego względu, ze mam swój własny, osobisty pamiętnik i dwukrotne opisywanie tego samego niezbyt mi sie uśmiecha. Zresztą nie sądzę, zeby to kogos jakoś szczególnie interesowało. Ale nie spisuje tez bloga na straty. Tak wiec zgodnie z powyższym, przeznaczam go na moje wlasne, nieograniczone wyznaczonymi datami przemyślenia, odczucia i ogólnie na to, co mi przyjdzie do głowy. Więc jeśli jednak zachce mi sie wspomnieć jakąś przygodę, no to... wspomnę :P A moze nawet przypnę tu moje wierszyki... Zobaczymy :)

OSTATNI SZCZEGÓŁOWY OPIS WAŻNIEJSZYCH WYDARZEŃ Z OKRESU 4.12.05- 4.02.06.

22.12.05- wigilia szkolna. Czyli starą polską tradycją w pierwszej kolejności jasełka. Tegoroczne były dosyć nietypowe, ale całkiem pouczające. Później naturalnie osobne spotkania w klasach. Opłatek –sprawa najwyższej wagi. Najpierw w obrębie klasy, a potem na skale szkolną. Jak dla mnie momenty przedziwne. Ktos zyczy czegos tobie, ty jemu...niekoniecznie szczerze, a jednak wszyscy się uśmiechają i jest fajnie ;) A w głowie i tak zawsze zostanie coś, czego nie powiesz... W następnej kolejności jest przemówienie cioci J. Może i głębokie, i w pewnym sensie mobilizujące, ale chyba nie dla mojej klasy :P No i prezenty, które już tradycyjnie rozdaje „święty” Novak ;) Poza pejczem, stringami, Piccolo w papierze toaletowym i nie banalną szczotką do kibla, były dosyć standardowe... Mimo dosyć miłej atmosfery, jakos szybko zebralismy sie do domów...
24, 25, 26.12.05- ogólnie pojmowane ŚWIĘTA. Dla mnie osobiście jakoś mało świąteczne. Ale nie narzekam :)
31.12.05-1.01.06- Sylwester. Wyprawiany u Klucza. Squad: Madzia, Stefan, Aga, Honorata, Kuba, Klucz i chwilowo jego dwie kuzyneczki (mali agenci :P). Domyślać sie można, że impreza udana. Szampan Honoraty na długo pozostanie w naszej pamięci :P A wytańczyłam sie tak, że zakwasy trzymały mnie jeszcze przez 3 następne dni :P
13-14.01.06- kolejna niezapomniana impreza u Rodzyny. I chyba najlepsza, na której byłam. No dobra- na pewno najlepsza :)) Nie zabrakło chwil szaleństwa, czyt. paski, pieski, homo chomiki, kij od miotły czy zmyślne figury taneczne (gł. w wykonaniu Kubusia i Czarnego :P), jak i chwil nieco spokojniejszych (przyjemniejszych...?) – śpiewy do gitary, genialny duet klawiszowy :)), rozmowy o życiu nad szklaneczka Martini, lub masaż o 4 nad ranem przed monitorem ;)...Ale i tak totalnym hitem całej zabawy był STEFAN W OGRODNICZKACH!!! Yeach :D Ach, no i wiem już mniej więcej jak czuje się gitara Czarnego ;P Tak czy siak, nad ranem, chyba około 4-5, wszyscy polegli. Żadnych skojarzeń z alkoholem! Zmęczenie i tyle... :P Trafiła mi sie taka miejscówa, że w poniedziałek nie mogłam bezboleśnie ruszyć karkiem... Chyba jeszcze tylko jedna osoba może sie pochwalić takim bólem :) ( w końcu ta sama miejscówa :P) Ale i tak było fajnie :)) No, a rano, czy by sie waliło, czy paliło- gnamy do kościółka :) Jak grzeczne dzieci :P
20.01.06- wyjazd do Flecken-Zechlin (Niemcy) na „Kulturwoche”. Wymiana szkolna, polegająca na m.in. warsztatach teatralnych, w których to właśnie uczestniczyłam. Reszta ekipy: Madzia, Tina, Beti, Zooz, Mudin, Dagmara, druga Ania (grupa ze ŚLO), Roksana ( okolice Wa-wy) i grupa dziewcząt z Opalenicy. Przez około tydzień pracowaliśmy nas kilkoma scenkami na temat „Uzależnienia”. Później przedstawialiśmy je na prawdziwej scenie w hotelu w Reinheim (?). Grałam ćpuna... :P Najpierw jednak były zajęcia przygotowawcze. Np. udawanie piór, wiatru, indian itp. :P, masaże i inne dziwne rzeczy w ramach ‘bliższego zapoznania sie z naszymi ciałami’... Czasami myślałam, że robią nam pranie mózgu, ale później to wszystko sprawiło, że naprawdę zżyliśmy się sie jako grupa. To było kilka dni w zupełnie innej rzeczywistości :) Naturalnie organizowano nam tez rozrywki nieco innego typu: koncerty, zwiedzanie Berlina, wieczory filmowe, bilard i ...hehe... wieczorne imprezy (które właściwie sami sobie organizowaliśmy :P) Naszymi kompanami była grupa muzyczna z ‘katolika’ w Gdyni. Szczególnie życie ubarwiała nam dwójka z nich- Jeż i Jabol :) Wesołe chłopaki, heh :P Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić...
A teraz mamy ferie... I co z tego? Już chyba wole widok ŚLO, niż wszechobecne nudy (akt desperacji :P) Z drugiej strony, może w końcu przeczytam ten stos książek, który mi sie nagromadził nie wiadomo skąd :P No, co prawda gdzieś tam w planach są jeszcze ur. Klucza, wypad do Planety (ehee- zobaczymy...), odwiedziny u Czarnego... Jakoś przeżyjemy :)
No. To tyle. Jak chcecie to komentujcie, nie to nie... Nie zmuszam (a to sie porobiło :P).
Gorrrrrące pozdrowienia dla: Stefcia i jej migdałków, Madzi i nienastrojonych strun H i D, Agusi, Mary i jej chłopa, Yadzi no i Gołebia, całej ekipy z Flecken, Kuby, Kubusia, Czarnego, Klucza...i w ogóle ;) :*

Ps. Ja sie chyba na starość jakaś sentymentalna robie...

fight-for-metal 2006-02-04 12:33:20
skomentuj (27)

* * *
Layout created by 100krotkaaa